Przechadzałam się z Bremu. Wróciliśmy bardzo późno nocą. Nagle ktoś nazwał nas parą. Wolałam się wymknąć.
Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi. Zaszyłam się do najmroczniejszego
kąta. Z starej skrzyni wyjęłam nieżywego królika. Scyzorykiem
wyrzeźbiłam mu twarz człowieka i zaczęłam szarpać.
-Buhahaha!- w tej chwili wpadłam w trans.
Gdzieniegdzie walała się sierść, krew i wnętrzności. Krwi było mało, bo
gustuję w niej i to bardzo. Oblizywałam brudne(od krwi) palce i wąchałam
piękny zapach śmierci. Nagle usłyszałam kroki. Ktoś pociągnął za
klamkę.
- Łocie ku*wa!! - powiedziałam.
Przede mną pojawił się obcy mężczyzna. Nie należał do HK. Wzięłam
scyzoryk i tak precyzyjnie przecięłam mu szyję, że upadł na ziemię.
Zaczął się krztusić własną krwią. Usiadłam koło niego i przypatrzałam
się walce z losem. Nagle wyjął broń i strzelił w moją rękę. Uśmiechnęłam
się wrednie. Rozwścieczyłam się!Szarpałam go. Wytrąciłam broń. Zaczęłam
dźgać go nożem. Nawet gdy umarł pastwiłam się nad nim.
Pokój i wszystko w nim było od krwi. Łącznie ze mną. Tu i tam walały się
szczątki i królika i mężczyzny. Po chwili do pokoju ktoś wszedł...była
to Rukia.
- O MÓJ BOŻE! - krzyknęła.
< Rukia dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz